Kupiliśmy mieszkanie – i co dalej?

Wychowywana w ciasnym M3 od zawsze marzyłam o własnym mieszkaniu. Eksperymenty z malowaniem, ciągłe przestawianie mebli, kupowanie poduszek. Wieczne niezadowolenie rodziny, kiedy wpadałam w szał przekładania, czyszczenia, sortowania, wyrzucania. Zawsze czekałam na ten moment, kiedy dostanę w swoje łapska mieszkanie, z którym będę mogła robić co chcę i jak chcę. 2 lata temu nadeszła dla nas ta wyczekiwana chwila. Kupiliśmy mieszkanie! Tylko co dalej…?

todd-quackenbush-701-unsplash.jpg

Wbrew pozorom znalezienie idealnego (względem skromnych funduszy) mieszkania nie jest takie proste. Dla mnie, jako architekta, niektóre rzeczy przy wyborze mieszkania były łatwiejsze, bardziej zrozumiałe – jak na przykład sprawdzenie stanu technicznego, możliwość zauważenia potencjału oraz wad, inne – takie jak kredyty, wnioski, wizyty w urzędach spędzały mi sen z powiek. Po obejrzeniu pierwszego mieszkania byłam tak nakręcona, że chciałam je od razu kupować. Warto jednak być cierpliwym, co mi przychodziło z ogromnym trudem. Bardzo dobrze, że miałam pod ręką kogoś, kto lekko zahamował moje rozpędzone podekscytowanie, bo pewnie teraz byłabym wściekła…

Oglądaliśmy wiele mieszkań i w kilku było coś wyjątkowego, jednak każde miało też dużo wad. Nasze kryteria z miesiąca na miesiąc zmieniały się coraz bardziej. Najpierw zależało nam jedynie na własnym mieszkaniu, koniecznie z rynku wtórnego i do remontu oraz żeby miało oryginalną stolarkę (!). Potem zamarzyliśmy o ciszy i spokoju, następnie wymyśliliśmy balkon lub dostęp do zieleni jako zachciankę. Ostatecznie kupiliśmy mieszkanie w starej, poniemieckiej willi miejskiej, z tarasem i nawet kawałkiem ogrodu. Wszystko to brzmi pięknie, dopóki nie zobaczy się na własne oczy. Mieszkanie nadawało się do remontu totalnego. Sama demolka i wywalanie starych rzeczy zajęło nam prawie miesiąc. Staraliśmy się robić jak najwięcej rzeczy sami, aby ciąć koszty. Z perspektywy czasu nie jestem pewna czy była to najlepsza decyzja. Na pewno zapewniło nam to wiele przygód 😉 Spróbuję stworzyć post pokazujący ogrom pracy jaki włożyliśmy w remont oraz udowadniający do czego zdeterminowany młody organizm jest w stanie przywyknąć oby tylko mieć własne cztery kąty…

Tak też, zaniedbując bloga, zapominając się czesać, niejednokrotnie z połamanymi na budowie paznokciami, przeżyłam ostatnie 2 lata. Końca remontu nie było widać. Ale oto jest, jako taki. I, powiem szczerze, chyba uzależniłam się od remontów… Gdy tylko skończyliśmy z mieszkaniem od razu zabieramy się za projekt nr. 2, ale to temat na osobny post.

W międzyczasie zaczęłam czytać kilka książek, z których jedną chciałam polecić wszystkim zabieganym oraz – tak jak ja – potrzebującym czasem trochę wyhamować.

Pomogła mi uspokoić się, poukładać myśli w tym zwariowanym czasie przeprowadzek, remontów i niekończącej się biurokracji.

Slow life – Joanna Glogaza

slow-life-zwolnij-i-zacznij-zyc-b-iext36356148

To już druga książka Joanny Glogazy, której blog Style Digger jest jednym z bardziej znanych polskich blogów lifestylowych. Z przyjemnością zajrzałam na niego i odkryłam, że autorka jest młodą dziewczyną, która robiąc to co lubi osiąga sukces za sukcesem (a takie podziwiam).

Tematyka slow life nie jest jakoś szczególnie odkrywcza w 2018, powstało mnóstwo książek na ten temat ale akurat ta wydała mi się dość zwięźle napisana, bez zbytniej paplaniny. Książkę możecie kupić np. tu.

A czy wy mieliście jakieś przeboje z remontami Waszych mieszkań? Może macie jakieś rady dla poszukujących spokoju? Zapraszam do komentowania 🙂

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s